I finał ścieżek zachodu

Finał Ścieżek Zachodu już za nami. Wczorajszy dzień był pełen emocji i nieoczekiwanych wydarzeń. Ten finał przejdzie do historii kynologii łowieckiej jako święto ludzi z pasją dla których kynologia łowiecka jest wspólnym dobrem, które nas łączy jak most a nie dzieli jak rzeka. I ja wczoraj w wielkopolskiej kniei wraz z moją Renfri miałyśmy okazję po raz kolejny stanąć na zestrzale i ruszyć po tropie przy okazji walcząc z wojowniczymi osami co dla nas też litości nie miały, najpierw oberwała Renata a potem ja……i jak już udało nam się opanować ten pierwszy niespodziewany atak to uchodzący zając dopełnił dzieła zniszczenia spokoju mojej Renaty. Odpaliły się drzemiące gejzery emocji …oj widziałam ja i zespół nas oceniający te fajerwerki. Udało się ogarnąć ten pożar w głowie na kolejnych kilku metrach dzięki czemu resztę tropu ta nieodrodna wnuczka swojej babki czytaj pomiot szatański dokończyła z sukcesem. Pomnę przy tym na czasy kiedy rozpoczynałam swoją przygodę z posokowcami jako raz mi rzekł już nieżyjący sędzia Pavel Bejček ” Co udělá barvář na zkouškách nebo žena když muž není doma, toho neví nikdo”. Te słowa towarzyszą mi od lat i stale się spełniają ale na tym polega umiejętność pracy z psem aby i na to być gotowym. Renfri Airgialla wczoraj 100/100 lokata 2 i resCACT jestem z tej panny dumna.

Ukłony dla organizatorów, sędziów i asystentów dla gospodarza łowiska i wielu osób które przyczyniły się do tego że ten finał miał taką fantastyczną odprawę. Gratulacje dla nas za fantastyczną atmosferę i życzliwość, bo choć nie wszystko się wszystkim udało to jednak być tam razem i wspólnie celebrować święto naszych towarzyszy łowów było najważniejsze. I już na koniec bo przynudzam…….Bycie przyzwoitym człowiekiem Nie boli